RSS

Archiwa miesięczne: Marzec 2015

Uczta zdrady

Bosko_spowiedź_www

Słowa Ewangelii według świętego Jana. Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swoimi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi”. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi.

Jeden z uczniów Jego, ten, którego Jezus miłował, spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: „Kto to jest? O kim mówi?” Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: „Panie, kto to jest?”
Jezus odpowiedział: „To ten, dla którego umaczam kawałek chleba i podam mu”. Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan.
Jezus zaś rzekł do niego: „Co chcesz czynić, czyń prędzej”. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: „Zakup, czego nam potrzeba na święta”, albo żeby dał coś ubogim. On zaś po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.
Po jego wyjściu rzekł Jezus: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy.
Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale jak to Żydom powiedziałem, tak i wam teraz mówię, dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”.
Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd idziesz?”
Odpowiedział mu Jezus: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”.
Powiedział Mu Piotr: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie”.
Odpowiedział Jezus: „Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz” (J 13,21-33.36-38).

„Jeden z was Mnie zdradzi!” Czy tylko jeden? Nie mamy odwagi się rozglądnąć jak apostołowie!? Kto to jest? Z której ławki? Pod którym filarem stoi? Panie! Wszak jest Wielki Tydzień! Już kolejny dzień Ci poświęcamy, a Ty z takimi słowami do nas? Wszak zasiadamy razem z Tobą przy stole!

Jednak Ty chcesz zdemaskować zdrajcę i zmuszasz go do opuszczenia stołu, bo jest go niegodny! Nawet odważył się sięgnąć po podany przez ciebie kawałek chleba! To jednak sprawiło, że wyszedł. A była noc! Tak! Zdradzając przyjaciela wchodzimy w noc! Już nie dla ciebie są bowiem wielkie tajemnice Ostatniej Wieczerzy! Te tajemnice nie są dla ludzi o „dwóch twarzach”.

Chrystus mówi: „Jeden z was mnie zdradzi”. Jakież zdumienie, kogo ma na myśli? Wynika z tego, że Judasz na zewnątrz był bardzo poprawnym uczniem. Wszak nie było najmniejszych podejrzeń, że to właśnie chodzi o niego. „Panie, kto to jest?” Jezus rzekł: „To ten, dla którego umaczam kawałek chleba i podam mu”. Umaczawszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, a po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan. Nikt jednak nadal nie rozumiał o co chodzi.

Jak to musiało boleć! Zdrada przy stole gdzie zasiadają ci, którzy się kochają. Jezus wie, że nawet tutaj nie ma pełnej wspólnoty, że jest rozdarta, ponieważ serce jednego z uczniów, jest poza wspólnotą, poza Chrystusem. Jakże to zdumiewające, że już w Wieczerniku, przy stole, przy pierwszym ołtarzu, szatan odnosi zwycięstwo, zabierając Chrystusowi jednego z uczniów[1]. Bądźmy więc czujni! Judasz wyszedł, opuścił światło Wieczernika, a wszedł w ciemność nocy!

Odetchnęliśmy z ulgą. Pozostali tylko ci, którzy Jezusowi oddali serce. Jednak co za zaskoczenie, bo słyszą, że ten, który jest Opoką i Skałą, trzykrotnie się wyprze Mistrza. Ewangeliczny stół to również miejsce braterskiego upomnienia. Tutaj może zasiadać człowiek słaby, taki jak Piotr i każdy z nas, których trzeba upomnieć, przygotować na upadek, ale nie może tu zasiadać człowiek o podwójnej twarzy, taki jak Judasz[2].

Dlatego dziś Jezus wzywa nas do powstania z upadku przez sakrament pojednania.

Możemy wybrać dwie drogi. Drogę Piotra lub drogę Judasza. Piotr po upadku gorzko zapłakał, a Judasz poddał się rozpaczy i nie odważył się na powrót do Chrystusa, choć Ten nazwał go przyjacielem. Przyjacielu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?

Czy jestem gotowy pójść za Chrystusem? „Panie, dokąd idziesz?” Dokąd Ja idę, ty teraz ze Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”. Jakże jesteśmy niecierpliwi: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie”. Tak Piotr, był gotów oddać życie, a ja? Ja gotów jestem poprawić się i codziennie odmawiać modlitwy. A ja gotów jestem systematycznie uczestniczyć we mszy świętej. A ja gotów jestem nie mówić wulgarnych słów. A ja gotów jestem rzucić nałóg. A ja gotów jestem rzucić oglądanie pornografii w Internecie. Jesteś gotów modlić się, nie mówić wulgarnych słów….? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, kogut nie zapieje, a ty trzy razy się Mnie wyprzesz”. Które to już będzie postanowienie po spowiedzi świętej?

„Jeden z angielskich pisarzy wypowiedział bardzo ciekawą myśl, że świat, w którym żyjemy, jest wielkim szpitalem. Znajduje się w nim wielu chorych na nerki, serca, płuca i inne choroby. Ale są tez ludzie mający chorego ducha, słabą wolę, nałogi. Mam dla nich tylko jedno lekarstwo – słowa Chrystusa: Ufaj, synu. Odpuszczają ci się twoje grzechy (Mt 9,2). Te uzdrawiające słowa możemy usłyszeć właśnie w sakramencie spowiedzi, która jest najwspanialszym lekarstwem i miejscem nowych narodzin. Dlatego trzeba o nią zadbać”[3].

Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że „przez sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego człowiek otrzymuje nowe życie w Chrystusie. Przechowujemy jednak to życie w naczyniach glinianych”[4].

A jaka jest twoja spowiedź siostro i bracie? Od czasu pierwszej spowiedzi, ciągle uważasz, że jest ona potrzebna, korzystasz z niej systematycznie przy różnych okazjach (pierwsze piątki, święta, imieniny..) i uważasz się za dobrego katolika i obiektywnie nim jesteś. Inni patrzą na ciebie jak na człowieka religijnego. Przygotowujesz się do każdej spowiedzi robiąc rachunek sumienia z książeczki, wyznajesz grzechy, mówisz o trudnościach, wzbudzasz żal za grzechy, wypowiadasz formułę postanowienia poprawy, starasz się wybrać spowiednika, a po spowiedzi, jeśli tylko na to czas pozwala, odmawiasz zadaną pokutę, chyba że jest rozciągnięta na dłuższy czas, to o niej pamiętasz. Później przystępujesz kilka razy do Komunii św., ale wkrótce wstrzymujesz się od przyjmowania Komunii i twoje życie biegnie „normalnie”. Może i chcesz przyjąć Chrystusa do serca, ale nie wiesz czy jesteś tego godny, więc wolisz się wstrzymać, aż nadarzy się okazja do kolejnej spowiedzi. I chociaż widzisz, że inni rzadziej się spowiadają, to pomimo wszystko czujesz, że musisz być systematyczny, bo kiedyś staniesz przed Bogiem, a tam trzeba mieć czyste sumienie. Ale może jednak, trzeba sięgnąć jeszcze głębiej?[5]

 

[1] Por. E. Staniek, Ewangeliczne uczty, Kraków 1985, s. 54-55.

[2] Por. tamże, s. 56.

[3] K. Fryzeł, Jak zadbać o swoją… spowiedź, Homo Dei, Kraków 2012, s. 9.

[4] Tamże, s. 11.

[5] Por. Fryzeł, s. 13-15.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 31, 2015 w Codziennik

 

Uczta miłości

2014-04-20 14.26.04

Słowa Ewangelii według świętego Jana. Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.

Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który Go miał wydać: „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?” Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano.
Na to Jezus powiedział: „Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie”.
Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa (J 12,1-11).

Czy to nie dziwne, że ostatnie i najważniejsze chwile życia Jezusa wśród przyjaciół dokonują się „na uczcie”? Wczoraj staliśmy w tłumie raz wołając: hosanna, hosanna, a za chwilę: ukrzyżuj, ukrzyżuj Go.

Dziś, w Wieki Poniedziałek, nasza wiara i wierność są wystawione na próbę. Nie stoimy już w bezimiennym tłumie, ale Jezus zaprasza nas na „ucztę miłości”, ucztę poprzedzającą Ostatnią Wieczerzę, na sześć dni przed Paschą, gdzie gromadzi swoich przyjaciół. To jest nasze świąteczne spotkanie z Panem. Może jest i wśród nas „Łazarz wskrzeszony z martwych”. Może jest wśród nas Maria, która w cichym i pokornym geście miłości adoruje Jezusa, gotowa ponieść dla Niego nawet wielki wydatek – „trzysta denarów”. A może jest i Judasz, który wszystko, nawet miłość przelicza tylko na pieniądze, i dlatego nie potrafi spotkać się z Mistrzem?

Czy nie warto, aby podczas tych dni dom naszego serca napełnił się wonią drogocennego olejku? Jednak aby to mogło nastąpić nie możemy Bogu niczego żałować, a szczególnie tego, co jest cenne, wyszukane, oryginalne. Jeśli chcemy, aby ten niezwykły i drogocenny zapach wypełnił każdy zakamarek naszego serca, trzeba jak Maria pochylić się do stóp Jezusa. Bo zapach ten jest cenny jak miłość, a miłość pachnie bardziej i o wiele więcej niż zapach kwiatów[1].

Postawa Marii i jej czyn zostanie zapamiętany na pokolenia, bo jest niejako zapowiedzią wydarzenia, które będzie miało miejsce podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy to Bóg klęknie przed człowiekiem, aby obmyć mu nogi.

Otóż czyn ten ma być dla nas wzorem postawy wobec Boga. Ma pokazywać, jakie jest nasze miejsce przed Bogiem. Człowiek powinien stanąć w pokorze wobec swego Stwórcy (celnik i faryzeusz). Stąd to pochylenie się twarzą do ziemi. Aby wytrzeć włosami nogi Jezusa. Maria musiała się pochylić i swoją głowę trzymać przy samej ziemi. Ona uznała swoją nicość. Do wytarcia Jego nóg mogła przecież użyć ręcznika, a ona użyła cząstki siebie – swoich włosów. W ten sposób jeszcze bardziej oddała Mu cześć, uznając Jego wyższość i panowanie. A jaka jest nasza postawa wobec Boga? Dziś, to człowiek chce, aby Bóg padał mu do nóg. A On jako cichy i pokornego serca, to czyni, tak jak w Wieczerniku[2].

Do namaszczenia użyła bardzo drogiego olejku nardowego. Dla przeciętnego, ubogiego Żyda był on niedostępny ze względu na swoją wysoką cenę ( prawie roczna pensja, która dla jednych wynosi 8000, dla innych 15000, 50000 zł….). Maria wylała całą zawartość na Jezusa. Dla Niego użyła czegoś, co jest synonimem bogactwa, co było używane tylko przez zamożną część Izraelitów, co podkreślało rangę Jezusa, niejako ukazując Go, jako osobę niezwykle ważną, osobę, której Maria się poddaje całkowicie, osobę, którą uznaje za swego Pana, za władcę.

Św. Jan Bosko: da mini animas, cetera tolle – daj mi dusze, o resztę nie dbam; uboga wdowa, która wrzuciła do skarbony wszystko, co miała na utrzymanie…

Skąd taka postawa? Otóż Maria czyni to wszystko z miłości i z wielkiej wdzięczności wobec Jezusowej miłości i miłosierdzia. Bo spotkanie z Jezusem odmieniło jej życie. Jej serca dotknęła prawdziwa, czysta, doskonała Miłość. Dotyk tej Miłości przemienił wszystko. Wydobył z niej niezwykłą godność jaką Bóg dał każdemu człowiekowi jako Jego stworzeniu.

On ukazał jej, iż Boża miłość jest ponad ludzki grzech, ludzką słabość, niedoskonałość, nędzę, nicość. Bóg nadal ją kocha i dla Niego ona jest bardzo ważna. On na nią czeka. On ją czyni swoim dzieckiem. Maria pokochała Jezusa. Jej serce przepojone wdzięcznością za okazaną miłość i miłosierdzie, nieustannie pragnęło tę wdzięczność wyrażać. Stąd to poświęcenie bardzo drogiego olejku, stąd to namaszczenie nóg Jezusa i wycieranie własnymi włosami, stąd czynienie tego nie raz, a wielokrotnie. Jej życie zmieniło się radykalnie. Żyła miłością do Boga i Jemu pragnęła wszystko poświęcić. Służyła Jezusowi tak, jak potrafiła, jak pozwalał jej stan majątkowy.

Dom Marii, Marty i Łazarza był również domem Jezusa, o czym wiele razy się przekonywał. Dlatego powracał do niego z przyjemnością. Szczególnie, gdy chciał odpocząć po trudach swoich wędrówek, po nauczaniu. W tym domu znajdował przyjaźń, miłość, zrozumienie, oddanie i wierność. Czy mój dom, moja rodzina, jest miejscem do których Jezus przychodzi z przyjemnością i znajduje przyjaźń, miłość, zrozumienie i wierność.

W prawdziwiej przyjaźni oddaje się wszystko, łącznie z życiem. Nikt nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich. Jeżeli oddaje się nawet życie, to czymże jest dar trzystu denarów? Maria nie słyszała jeszcze o przykazaniu wzajemnej miłości, ono zostanie ogłoszone dopiero w Wieczerniku, w Wielki Czwartek, ale czuła to przykazanie sercem. Jezus ucząc miłości wzajemnej umyje nogi Apostołom, a Ona namaszcza Chrystusowi nogi. Chrystus ocierał nogi prześcieradłem, a Maria wyciera je własnymi włosami[3].

Postawa Marii jest wskazówką dla nas. Choć dla niektórych z nas może się wydać niewłaściwym to porównanie, to spróbujmy spojrzeć na siebie, po to jest przecież ten święty czas. Spójrzmy na siebie w ten sposób. Czyż nie przypomina Izraela, który oddawał cześć innym bożkom? Jednak spojrzenie Jezusa pełne miłości miłosiernej oczyszcza duszę. Staje się ona na powrót czystą oblubienicą Boga[4].

Namaszczenie, jakiego dokonała Maria, jest symbolem oblubieńczej jedności z Jezusem. Podczas tegorocznego Wielkiego Tygodnia trzeba nam na nowo uświadomić sobie, że to Jezus jest tym, który przemienił to, co można nazwać stypą na cześć zmarłego Łazarza, w ucztę miłości. To On zamienił nie dający się znieść fetor gnijącego już ciała w przepiękny zapach, który wypełnił cały dom pełen radości. To On jest tym, który protestuje przeciwko wszystkim Judaszom tej ziemi, którzy uważają za zwykłą rozrzutność drogocenną bliskość z Bogiem i przeciwstawiają Bogu ludzi ubogich. To On odrzuca praktykę tych wszystkich, którzy wyżej stawiają skuteczność pieniądza nad miłość i redukują do wartości monety to, co jest bezcenne – miłość. To On jest wreszcie tym, którego powinniśmy szukać w ufnej modlitwie, w kontemplacji i w zwyczajnym życiu[5].

Niech dzisiejsze słowo będzie dla nas przestrogą przed błędem Judasza, który zamiast zauważyć niezwykłą woń nardowego olejku miłości, dostrzega jedynie wartość pieniądza, bo jest zaślepiony zapachem mamony.

Jaki jest więc zapach tego namaszczenia, którym powinniśmy napełnić nasz dom, i jaka jest owa dobra woń Chrystusa, którą powinniśmy rozsiewać w świecie? Tym zapachem jest MIŁOŚĆ! Ona jest jak ten kupiony przez Marię w Betanii, olejek miłości, który ma błogi i bezcenny zapach. A my powinniśmy za niego zapłacić, bez żadnych zniżek i targów. A ceną jest nasze trwanie u stóp Jezusa, nasza modlitwa. Ten Boży dar, którego nie kupimy w najlepszych perfumeriach. A gdy go otrzymamy, to bądźmy pewni, że jego woń napełni nasze serca, nasze rodziny i cały Kościół[6].

Z całym poszanowaniem obowiązku wspierania potrzebujących, którymi uczniowie (chrześcijanie) zawsze będą musieli się zajmować – ubogich zawsze macie u siebie (Mt 26,11; Mk 14,7; J 12,8) – Jezus, myśląc o zbliżającej się chwili swojej śmierci i złożenia do grobu, docenia namaszczenie ciała, które będzie czczone także przecież po Jego śmierci w Eucharystii.

Tak jak pierwsi uczniowie, którzy mieli przygotować „dużą salę”, Kościół w ciągu wieków zawsze czuł się zobowiązany, aby sprawować Eucharystię w oprawie godnej tej wielkiej tajemnicy (piękno i bogactwo świątyń). Kościół nigdy nie uległ pokusie zbanalizowania tej «zażyłości» z Oblubieńcem i nie zapomniał, iż to On jest Panem, a «uczta», choć przeżywana w rodzinnym klimacie, pozostaje zawsze ucztą ofiarną, naznaczoną krwią przelaną na Golgocie. Bo uczta eucharystyczna jest prawdziwie ucztą «świętą», w której prostota znaków kryje niezmierzoną głębię świętości Boga[7].

[1] Por. J. Pierzchalski, Medytacje ze św. Janem, Apostolicum, Ząbki 2009, s. 171-175; LD, t. 3, s. 568-574.

[2] Por. http://www.malenkadroga.pl/?id=2&j=30#mt

[3] Por. E. Staniek, Ewangeliczne uczty, Kraków 1985, s. 38.

[4] Por. http://www.malenkadroga.pl/?id=2&j=30#mt

[5] Por. A. Bello, Lessico di comunione, cyt. za: LD, t.3, s. 572.

[6] Por. tamże, s. 573.

[7] Por. Jan Paweł II, Encyklika Ecclesia de Eucharistia, 47-48.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 30, 2015 w Codziennik

 

Ważna odpowiedź

2014-04-27 15.00.56

Słowa Ewangelii według św. Łukasza. Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.

Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.
Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”
Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna, i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.
Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł (Łk 1,26-38).

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego jest świętem równocześnie Chrystusa i Najświętszej Dziewicy tzn. zarówno Słowa które staje się Synem Maryi jaki Dziewicy, która zostaje Matką Boga (MC 6). Autor listu do Hebrajczyków uczy nas że nie całopalenia i ofiary ale przede wszystkim posłuszeństwo wypełnianiu woli Bożej powinno kierować naszym życiem. „Oto idę aby spełnić wolę Twoją”. Oto droga, której uczy nas dzisiaj Maryja: „niech mi się stanie według twego słowa”.

Głęboki dialog między aniołem a Maryją od 20 wieków prowadzi nas po ścieżkach wiary. Nigdy dość wsłuchiwania się w ten moment kiedy Słowo Ciałem się stało. Pewnie Łukasz Ewangelista nieraz słyszał z ust Maryi to świadectwo i opis wydarzenia którego doświadczyła. Zdumiewa nas żywość obrazu i opisu wydarzenia między tym co Boskie, a tym co ludzkie. Boski posłaniec niespiesznie otwiera serce Maryi na niespodziewany plan Boży, który przecież zburzył jej życiowe plany. Nie dziwi nas pewna rezerwa względem propozycji anioła. Niemniej jednak Maryja, dziewica, Oblubienica Józefa, choć nie od razu ale odpowiada: FIAT – niech mi się stanie według twego słowa.

Dziś, tak jak każdego dnia, Bóg wychodzi z propozycją również względem nas i prosi, abyśmy na wzór Maryi podjęli z Nim współpracę. Ta współpraca to przede wszystkim otrzymane od Boga dary. Najpierw Dar radości: „raduj się Mario”! Słowo Boże jest tym, co przynosi radość. Później Dar Łaski: „pełna łaski jesteś Maryjo; znalazłaś łaskę u Boga”. I wreszcie Dar nadziei i otuchy: „nie bój się”. Owocem tego spotkania jest dar życia: „poczniesz i porodzisz Syna”. Możemy się tylko zapytać, czy owocem mojego spotkania z Bogiem jest Jezus? Przecież modlimy się każdego dnia dialogiem Zwiastowania! Na tej drodze nie brakuje także Daru Ducha Świętego: „Duch Święty zstąpi na ciebie”. Bóg pragnie nas posiadać, ale na tej drodze, która przecież jest niełatwa i pełna wymagań strzeże nas: „Moc Najwyższego Cię osłoni”. Otrzymujemy też Dar wiary dający pewność, że „dla Boga nie ma nic nie możliwego”.

Niech więc stanie się w nas wiara, abyśmy uwierzyli, abyśmy uwierzyli, że od tysiącleci Bóg szuka człowieka! Niech się stanie wiara w to, że Chrystus stał się ciałem podobnym do naszego ciała i przyjął na siebie los podobny do naszego losu. Bóg wzywa nas w dzisiejszą uroczystość, abyśmy chociażby przez chwilę, na wzór Maryi, stali się domem Boga pełni łaski. Wsłuchujmy się dzisiaj w słowa anioła, które kieruje do każdego z nas, a usłyszymy: bądź radosny, nie bój się, także i w tobie rodzi się życie.

Święta Mario, pokorna Służebnico Pańska, chwalebna Matko Chrystusa, witaj! Wierna Dziewico, święty przybytku Słowa, naucz nas jak być posłusznymi głosowi Ducha, jak wytrwale słuchać Słowa; naucz nas w głębi naszych serc wrażliwości na Jego wezwania, naucz otwartości na Jego ukazywanie się w życiu braci, w wydarzeniach historii, w bólach i radościach stworzenia. Dziewico słuchająca, Pani przepełniona modlitwą, przyjmij błagania sług Twoich[1].

[1] Por. Letio Divina na każdy dzień roku, t.16, red. G. Zevini, P.G. Cabra, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011, s. 200-207.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 25, 2015 w Codziennik

 

Kamień wypadł z ręki

DSC_0067

Słowa Ewangelii według świętego Jana. Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał.Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8,1-11).

Dzisiejsze słowo Boże wskazuje nam ścieżki, które wiodą między Prawem a Miłosierdziem. Według Prawa powinna umrzeć, z Ty co mówisz? Jezus swoją postawą nie neguje Prawa, ale je przewyższa okazując miłosierdzie. Tak naprawdę kamienie skierowane były nie tyle na kobietę, ale na Jezusa, którego wystawiali na próbę. To była „gra” o życie kobiety i Jezusa. Ten ostatni jednak pochyla się jakby nastawiał swoje barki do wzięcia krzyża i zaczyna pisać palcem po ziemi. Bóg na Synaju wypisał przykazania Prawa na kamiennych tablicach wyciosanych z twardej skały. Teraz Jezus pisze Prawo Miłości na miękkiej ziemi. Nazywa grzech po imieniu, ale daje też przebaczenie i nadzieję na nowe życie: I Ja ciebie nie potępiam, idź i nie grzesz więcej.
Jezus daje również szansę oskarżycielom: kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień. Nie odważyli się, zdali sobie sprawę, że sami nie są czyści. Oskarżyciele stali się oskarżonymi. Czy jednak potrafili wykorzystać daną im przez Jezusa szansę?
I Ja ciebie nie potępiam, idź i i nie grzesz więcej.
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 23, 2015 w Codziennik

 

Chcemy zobaczyć Jezusa

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciekawa jest scena z dzisiejszej Ewangelii. Oto przychodzą ludzie, którzy pragną ujrzeć Jezusa. Przybyli do Jerozolimy, aby oddać pokłon Jahwe i mają jeszcze szczęście, że w tym czasie w Jerozolimie jest również, ten nowy Prorok o którym ciągle się mówi, Jezus z Nazaretu. Jezus jednak nie kwapi się do spotkania, ale ukazuje perspektywę jaka czeka tych, którzy chcą spotkać Go i iść za Nim.

pragnienie spotkania się z Bogiem i zobaczenie Jezusa. Będziemy podczas tych rekolekcji poznawać Jezusa i Jego naukę.

Grecy szukają sensacji, chcą zaspokoić własną ciekawość, a oto słyszą słowa wcale nie zachęcające do naśladowania: „kto miłuje swoje życie straci je, a kto nienawidzi swego życia zachowa je na życie wieczne”. Czy i nas te słowa Chrystusa nie przerażają? Przecież my chcemy żyć! My kochamy życie! Tak jak każdy człowiek. A Jezus ukazuje perspektywę śmierci, tym którzy chcą pójść za Nim.

Lecz wejdźmy głębiej w słowa Chrystusa. Czy on nas straszy, przeraża, czy może wprost przeciwnie wlewa nadzieję życia wiecznego? Aby w momencie gdy wszystko na tym świecie się skończy odejść godnie radując się owocami naszego życia? Słyszeliśmy: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 22, 2015 w Codziennik

 

Mój obraz Jezusa

 

krakow ciekawe

Słowa Ewangelii według świętego Jana. Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: „Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest”. A Jezus ucząc w świątyni, zawołał tymi słowami: „I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”. Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła. (J 7, 1-2. 10. 25-30)

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje dramat Jezusa, który musi się ukrywać przed przywódcami swego narodu. Przywódcy nie wierzą w Jego mesjańską godność. Zamiast wsłuchać się w głoszone słowo, patrzą na Jezusa tylko przez pryzmat prawa szabatu i rytualnych obmyć. Odrzucają również Jezusa z przyczyn politycznych. Czyż i dziś nie doświadczamy podobnej sytuacji? Jak się zachować w takiej sytuacji? Popatrzmy na Jezusa, który „nie jest ani prowokatorem, ani też tchórzem: po prostu czeka na nadejście godziny Ojca. Nie czyni niczego, co miałoby odsunąć gniew elit, lecz nie przyśpiesza też nadejścia tego czasu. Nie reaguje na wrogość okazywaną Mu przez Żydów, toteż kiedy zmierza w kierunku Jerozolimy na najbardziej popularne święto, jakim było Święto Namiotów, czyni to ‚skrycie’ (…). W Jerozolimie, mimo iż nie manifestuje swojej obecności, zostaje natychmiast rozpoznany”[1], dzięki słowu, które głosi.

.Z Jezusem związane jest bowiem to, co widzialne i to, co niewidzialne. Jeśli nie weźmiemy pod uwagę obu wymiarów jego natury, będziemy podobni do tych, którzy Go odrzucają, a w konsekwencji będą Go chcieli zabić. Może stworzyłem sobie takiego boga, że nie ma w nim miejsca dla Jezusa, który objawia się w Ewangelii?[2] Jaki obraz Jezusa noszę w sercu?

[1] Lectio divina na każdy dzień roku. T. 3. Red. G. Zevini, P.G. Cabra. Wydawnictwo Sióstr Loretanek. Warszawa 2007, s. 407.

[2] Por. J. Pierzchalski. Medytacje ze świętym Janem, Apostolicum, Ząbki 2009, s. 129-131.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 20, 2015 w Codziennik

 

Milczący Święty

sw. jozef - refektarz seminarium salezjanow - krakow

Wieczorem 7.II. 1864 roku ks. Bosko mówił do chłopców: „Chciałbym, abyście wszyscy oddali się pod opiekę św. Józefa. Jeśli z serca prosić go będziecie on wam uprosi jakąkolwiek łaskę, czy to duchową czy to moralną, której potrzebować będziecie. Święta Teresa miała ogromne nabożeństwo do tego wielkiego Patriarchy, Oblubieńca Maryi, przybranego Ojca i opiekuna Pana Jezusa. Bardzo polecała by poświęcić mu cały miesiąc marzec, w którym przypada jego święto. Moglibyście wzywać go jakimś aktem strzelistym na przykład: „Święty Józefie, pomóż mi dobrze zająć czas w szkole”. Nie zapominajcie, że on jest patronem chłopców uczących się i jeśli dobrze chcecie zdać egzamin, to proście św. Józefa. Pięknie by było też  ofiarować czasem komunię św. za tę duszę w czyśćcu, która w życiu była nabożna do  św. Józefa.

Pewnego wieczoru w 1860 roku ks. Bosko opowiadał: „Św. Józef bardzo kocha chłopców. Parę lat temu, jeden chłopiec, ignorant religijny, pewnego dnia poszedł kupić sobie za jeden sold tabaki. Wzięła go ochota, ażeby przeczytać co było napisane na papierze, w którym owinięta  była tabaka. Okazało się, że była to modlitwa do św. Józefa, by uprosić dobrą śmierć. Przeczytał i czuł się bardzo wzruszony. Zatrzymał ten kawałek papieru, który stał mu się czymś bardzo cennym, nauczył się tej modlitwy na pamięć i często powtarzał. Św. Józef odwdzięczył mu się. Spotkał księdza Bosko, chłopiec poznał religię, przystąpił do Pierwszej Komunii świętej. Wkrótce potem  zachorował i umarł, chwaląc i wzywając imię św. Józefa, który mu uprosił spokój i pociechę w ostatnich chwilach życia.” 

Ks. Bosko zachęcał: „ Jeśli nadchodzi na was jakaś pokusa , mówcie: „ Św. Józefie módl się za nami”.

Wstając rano mówcie : „ Jezu, Maryjo ,Józefie Święty wam oddaję serce, ciało i duszę moją.”

Wieczorem mówcie : „Jezu, Maryjo, Józefie Święty, bądźcie ze mną przy skonaniu”.

                               „Jezu, Maryjo, Józefie Święty, niech przy Was w pokoju Bogu ducha oddam”.  /M.B. VII, 636-637/

 

                                                                                              

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 19, 2015 w Codziennik