RSS

Archiwa miesięczne: Grudzień 2014

Alfa i Omega

italia - sierpien - venezia - 29Ostatni dzień Starego Roku kalendarzowego wywołuje podniosły nastrój i równocześnie wzbudza refleksję. Dziś naszą myśl kierujemy ku Bogu, który jest Pierwszy i Ostatni, Alfa i Omega, Początek i Koniec.

Dzień dzisiejszy to przede wszystkim dzień dziękczynienia za łaski i liczne dary, jakie otrzymaliśmy od Boga w mijającym roku. Dlatego powtarzamy za Najświętszą Maryją Panną wdzięczne Magnificat: Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu – Zbawicielu moim(…), gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmogący. Święte jest imię Jego (Łk 1,46nn). Z pewnością możemy też powiedzieć za świętym Pawłem: A łaska Boża nie była mi dana na próżno (1Kor 15,10). Bo przecież z pomocą Bożą udało się każdemu z nas zdziałać wiele dobrego. I za to Bogu niech będą dzięki!

Dzieci, jest już ostatnia godzina (1J 2,18). Nawiązując do słów św. Jana Apostoła mamy przed sobą rzeczywiście ostatnie godziny starego roku 2014.

Tak jak w ciągu całego roku przeżywaliśmy radości i smutki, tak dziś warto nasze osobiste dziękczynienie przed Bogiem utajonym w Najświętszym Sakramencie. Dziękujmy więc dziś Bogu za wszystko, za radości i smutki, życie i śmierć, wesele i boleść, pogodę i burze. Za wszystko DZIĘKI SKŁADAJMY PANU BOGU NASZEMU. Z JEGO BOWIEM PEŁNOŚCI WSZYSCYŚMY OTRZYMALI W TYM MIJAJĄCYM ROKU – ŁASKĘ PO ŁASCE.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 31, 2014 w Codziennik

 

Wszystkim Rodzinom w dniu ich święta

boze narodzenie 2007 - szopkaW siatce – niosę do domu – chleb jak słońce/ – a po drodze – kupuję jeszcze róże – które rozkrwawią się pieśnią-  na ołtarzu rodzinnym – na najzwyklejszym stole – który wykonał dziadek – prosty poeta pracy/ – a wśród róż chleb położę – jak świętą monstrancję – który złotem kapie jak polski lipiec – i pachnie młodością – i pachnie miłością/ – niech nasze ręce biegną po kromki szczęścia – niech nasze serca śpiewają hymn dziękczynienia – niech nasza miłość dojrzewa – nasz pokarm najpokorniejszy – nasz pokarm najpotrzebniejszy/ – niech Chrystus z nami zawsze mieszka – jak cichy łan pszenicy – jak pogodny łan pacierzy – z iskrą róży/ – Chrystus betlejemsko-kalwaryjski/ – psalm nadziei – chleb miłości. (Kazimierz Kozłowski)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 28, 2014 w Codziennik

 
Obrazek

Chwała na wysokości Bogu a na ziemi pokój ludziom…

BN2014c

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 24, 2014 w Codziennik

 

Gaudete!

francja lyon marzec 2010 57

Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem (Łk 3,16). Św. Jan uznaje niezwykłą godność Jezusa. On, wielki prorok, za którym idą rzesze ludzkie, nie ośmieliłby się spełnić wobec Niego nawet najskromniejszej posługi niewolnika. Nieporównywalne jest także jego dzieło z tym, co uczyni Jezus. On chrzci tylko wodą na znak nawrócenia. Jezus natomiast wleje Bożego Ducha do serc ludzkich, przepali je ogniem Miłości, napełni życiem wiecznym. Tylko On jeden może to uczynić; wszystko, co czyni Jan Chrzciciel, jest przygotowaniem drogi Jezusowi Chrystusowi, bo nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4,12).

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 14, 2014 w Codziennik

 

Tęsknota za pięknem

WP_000576

„Mój najpiękniejszy pomysł to moja Matka.

Brakowało mi Matki, więc uczyniłem Ją.

Uczyniłem Maryję moją Matką, zanim Ona mnie poczęła. Tak było pewniej.

Teraz jestem naprawdę człowiekiem jak wszyscy ludzie.

Niczego już nie mam do pozazdroszczenia, bo i ja mam Matkę.

Prawdziwą.

Brakowało mi tego.

Matka moja nazywa się Maryja – mówi Bóg.

Jej dusza jest przeczysta i pełna łaski.

Jej ciało jest dziewicze i cała jest tak świetlana, że gdy byłem na ziemi, nigdy nie mogłem się Jej dość napatrzyć, dość nasłuchać, nigdy dość napodziwiać.

Moja Matka jest tak piękna, że gdy porzuciłem wspaniałości nieba, nie czułem się przy Niej obco.

A przecie wiem, co to znaczy – mówi Bóg – być niesionym przez aniołów; ale wierzcie mi, to nie warte ramion Matki[1].”

Czy istnieje jakiś kraj na świecie, w którym nie byłoby chociaż jednego sanktuarium poświęconego Matce Bożej? Z pewnością nie istnieje, bo Maryja wypełnia świat na wszystkich kontynentach i nawet niektóre miejsca wielkiego kultu maryjnego, stały się przez obfitość ich promieniowania, znanymi sanktuariami międzynarodowymi, odwiedzanymi przez miliony pielgrzymów każdego roku.

Takim przykładem jest np. Sanktuarium Matki Bożej z Guadelupe w Ameryce Łacińskiej, w Meksyku, albo Matki Bożej z Fatimy, w Portugalii, lub Matki Bożej Częstochowskiej, w Polsce, Matki Bożej Loretańskiej we Włoszech, Matki Bożej od Włodzimierza, w Moskwie, Matki Bożej z Velankanni, w Indii, Matki Bożej z Lavang, w Wietnamie, Matki Bożej z Akita w Japonii, Matki Bożej Pokoju z Yamoussoukro, z Wybrzeża Kości Słoniowej, Matki Bożej Afrykańskiej, z Algierii, albo Matki Bożej z Altötting, w Niemczech, Matki Bożej z Walsingham, w Anglii, Matki Boskiej z Lourdes, we Francji i wiele innych, gdzie gromadzą się tłumy pielgrzymów, aby uhonorować Najświętszą Maryję Pannę Różańcową i od wszystkich pośrednictw.

A wszystko zaczęło się 2000 lat temu w Nazarecie, w Galilei, w małym miasteczku w Ziemi Świętej, gdzie Maryję odwiedził Archanioł Gabriel, w Godzinie Zwiastowania. Dzisiaj, wielka Bazylika została wzniesiona na tym miejscu w Nazarecie, gdzie Najświętsza Maryja Panna powiedziała swoje «tak», co pozwoliło Jej stać się Matką Mesjasza, Jezusa-Chrystusa, zapowiedzianego wszystkim narodom[2].

Czego szuka człowiek? Za czym tęskni? Co powoduje, że tysiące i miliony pielgrzymują, narażają się na trud, bąble na nogach, poświęcają czas swojego urlopu…?

Tęsknota za pięknem, za ideałem, za czystością, za ciepłem, za bezgrzesznością. To wzór, który pragniemy naśladować, bo jest nam bliska. Maryja jest Jedną z nas. Jest jak Matka, która dostrzega nawet to, że wina nie mają, ale też wskazuje życiowy cel, który mamy osiągnąć, tzn. owoc żywota Twojego Jezus.

Jest nam bliska, bo przecież przeżywała zwykłe ludzkie smutki i radości, a pomimo cierpienia wytrwała bez grzechu, Niepokalana. Jak my pragnęlibyśmy mieć taką siłę w sobie. Dlatego tęskniąc za tą siłą, przychodzimy do Niej, aby Ona nas nauczyła jak żyć w sytuacji wydawałoby się bez wyjścia… ciąża o której nie wiedział Józef, Betlejem, ucieczka do Egiptu, prześladowania i śmierć Jedynego Syna.

Dlatego Jej zawierzamy ważne sprawy naszego życia. Tak czynił, jak wiemy, św. Jan Bosko, który najważniejsze chwile swojego życia powierzał Maryi:

Bardzo sugestywne są następujące dane:

  • spotkanie z Bartłomiejem Garelli ma miejsce 8 grudnia 1841 roku, jest to początek dzieła ks. Bosko, początek oratorium,
  • 8 grudnia 1849 otwarcie pierwszego oratorium św. Alojzego,
  • 8 grudnia 1859 spotkanie u ks. Bosko niektórych wychowanków, którzy decydują się żyć z ks. Bosko; w ten sposób zainicjowane zostało Zgromadzenie Salezjańskie;
  • 8 grudnia 1878 ks. Bosko przekazuje Reguły zakonne Córkom Maryi Wspomożycielki, siostrom salezjankom;
  • 8 grudnia 1885 ks. Bosko wskazuje ks. Rua, jako swojego następcę w prowadzeniu Zgromadzenia.

Nie bez powodu ks. Bosko powtarzał, że wszystkie rzeczy wielkie w Zgromadzeniu Salezjańskim, dokonały się w dniu Niepokalanej.

Dziś podziwiamy Maryję, ale to nie wystarczy. Mamy Ją naśladować, tzn. żyć dobru, prawdzie i miłości, bez grzechu, jak Ona pełni łaski.

Jak to osiągnąć?

  1. Maryja miała czas dla Boga, na spotkanie z Nim, dlatego mogła Go usłyszeć. Jak ważna jest codzienna modlitwa.
  2. Wówczas Bóg oddala od nas lęk: nie bój się Maryjo! Tak, lęk i obawa mogą uniemożliwić dostrzeżenie i usłyszenie Boga. Jak wielu jest dziś lękliwych, kryjących się w tłumie chrześcijan, a przecież trzeba świecić przed ludźmi światłem wiary.
  3. Na wzór Maryi, mamy odwagę powiedzieć: niech mi się stanie według Twego słowa.

„Bóg mówi – mają w niebie Matkę, która nie spuszcza ich z oczu…, Mają w niebie Matkę, która ich kocha pełnym sercem.

A ta Matka to moja Matka…

Gdyby ludzie byli przemyślni, korzystaliby z tego, powinni by domyślać się, że ja nie mogę niczego Jej odmówić…

Cóż chcecie, to moja Matka. Chciałem tego i nie żałuję[3].

Jest Matką, która rozumie wszystko bez zbędnych tłumaczeń,

Opiekunką w trudnych momentach samotności i zagubienia,

Orędowniczką, niosącą nasz błagalny głos przed Boży tron,

Pocieszycielką strapionych,

Uzdrowieniem chorych,

Stolicą Mądrości Bożej, u której uczymy się żyć po chrześcijańsku.

[1] M. Quoist, Modlitwa i czyn, Warszawa 1984, s. 14-15.

[2] http://www.mariedenazareth.com/2982.0.html?L=5

[3] Quoist, s. 16

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 8, 2014 w Codziennik

 

Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie

polana pazdziernik 2006 cerkiew 2Kolejny Adwent w naszym życiu, kolejne oczekiwanie na przyjście Pana i nadzieja na spełnienie się słów zapowiadanych przez proroka Izajasza i Jana Chrzciciela. Odkąd zapowiedzieli, że Pan przyjdzie, cierpliwość człowieka jest poddawana nieustannej próbie i podświadomie pytamy: KIEDY?

Czyż każde święta Bożego Narodzenia nie są przypomnieniem niespełnionych nadziei, że „Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie?”

Wiemy, że nastąpiło pierwsze przyjście Chrystusa, ale przecież do dzisiejszego dnia nie widać zbytnio Jego potęgi i chwały. Co więcej, dziś wydaje się, że chrześcijaństwo jest w odwrocie, a pytania, które stawiał sobie człowiek w czasach Jezusa, są właściwie takie same jak dzisiaj.

Czyż nie jesteśmy więc podobni do adwersarzy świętego Piotra, który odpowiada na ich wątpliwości w swoim liście: „Niektórzy oskarżają Pana, że zwleka z przyjściem i wypełnieniem swoich obietnic”.

Nie trzeba przecież szukać daleko, bo któż z nas nie postawił takiego zarzutu Panu Bogu? Kto z nas nie gorszył się „niepowodzeniem” swojej usilnej modlitwy? Kto z nas nie zwrócił się pewnego dnia do Boga, a zaniepokojony Jego milczeniem, nie zaczął wątpić o prawdziwości Jego słowa?!

Piotr pisząc do nas swój list z pewnością dobrze pamiętał słowa Jezusa: „Czemu zwątpiłeś małej wiary” albo „Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz o tym co Boskie ale o tym co ludzkie”.

A dziś poucza nas: „jeden dzień u pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień”. Nie należy więc sądzić Bożych spraw według naszego ludzkiego sposobu myślenia. Przecież historia naszego życia, jakże ważna i jedyna, ale przecież jest tylko minimalną cząstką ludzkiej historii. Wystarczy spojrzeć na sprawy ludzkie ze szczytu góry, czy kosmosu – ile ich jest?

A Pan Bóg nie chcąc niektórych zgubić jest dla wszystkich bardzo cierpliwy. Pozwala więc aby obok siebie rosły chwast i pszenica, mając ciągle nadzieję i dając szanse każdemu na przemianę i nawrócenie.

Skoro więc pragniemy (czy jednak rzeczywiście pragniemy?!) przyjścia Chrystusa, to jakimi powinniśmy być w naszym postępowaniu i świętości? Jeśli oczekujemy tego przyjścia, trzeba aby Chrystus zastał nas „bez plamy i skazy”. A to oznacza abyśmy głęboko wzięli sobie do serca słowa proroka Izajasza i Jana Chrzciciela o prostowaniu dróg i niwelowaniu nierówności w naszym życiu – niszczeniu grzechu, a podnoszeniu cnót.

Od człowieka, od każdego z nas zależy aby było jak najmniej spraw, które przeszkadzają przybyciu Boga do człowieka. Trzeba więc nam odważnie wstępować na górę świętości i być zwiastunami dobrej nowiny. OTO WASZ BÓG!

Może dziś właśnie trzeba sobie uświadomić, że „czas nieobecności Boga” w świecie jest spowodowany grzechem w duszy człowieka. A im bardziej wyprostujemy ścieżki naszego życia, tym bardziej On przybliży się do nas i odczujemy Jego zbawczą obecność.

Powtarzajmy więc dziś przed Panem na modlitwie słowa Psalmisty: „Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg (…), bliskie jest Jego zbawienie dla tych, którzy się Go boją (…). Pan sam darzy szczęściem.

Oczekujmy więc nowego nieba i nowej ziemi, lecz oczekując starajmy się tak żyć, aby gdy Bóg przyjdzie zastał nas bez plamy i skazy, żyjących w pokoju.

 

(Na podst. G. Motte ofm. Homilie na niedziele i święta. Poznań-Warszawa 1981 s. 161-163).

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 7, 2014 w Codziennik

 

Czas oczekiwania, nadziei i radości

DSCN3954

Adwent – mówi ksiądz poeta Janusz Pasierb – to czas oczekiwania, pora nadziei, nawrócenia, odnowy i dawania świadectwa. „Człowiek zbudowany jest z nadziei. Gdy ją odebrać – cóż zostaje z człowieka? Nasze życie jest zaczynaną każdego ranka nieustanną walką ze zniechęceniem, smutkiem i rozpaczą, które nabierają siły, w miarę jak słabniemy, jak posuwany się w latach, gdy powoli opuszcza nas radość. Póki nadziei – póty życia. Ona jest jego siłą i motorem[1].”

Musimy ciągle patrzyć na Kościół, który w swojej mądrości przez cały rok liturgiczny, ciągle nas uczy. Teraz w czasie Adwentu pragnie nas przygotować na przyjęcie łask Bożego Narodzenia. Poświęca temu kilka tygodni, w których nieustannie modli się o przyjście Jezusa, o Jego zstąpienie na ziemię Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił (Iz 63,12). Kościół poprzez takie przygotowanie, oczekiwanie, chce, żeby wzrastał w nas głód Jezusa, głód Jego przyjścia. Jeżeli nie ma Adwentu, to nie ma właściwego przeżycia Bożego Narodzenia. Gdy nie przeżywamy Adwentu i nie czekamy na Jezusa, to Boże Narodzenie, jakby przemyka, nie zostawiając śladu w naszej duszy[2].

Dlatego Kościół z taką mocą woła dziś: Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie! Przybliża się światło, które rozświetli mroki nocy i nasze życie z którego musimy odrzucić uczynki ciemności. Nasze wnętrza muszą rozbłysnąć światłem dobra, jak ulice miast rozświetlone i ozdobione na czas Bożego Narodzenia.

Jest to kolejny rok 10, 20, 50, bo tyle Adwentów już przeżyliśmy, w którym zapalamy adwentową świecę naszej wiary, jako symbol oczekiwania, znak tego, że czuwamy i czekamy. Można bowiem się obudzić, ale nie wytrwać w czuwaniu, co wspaniale przedstawia nam ewangeliczna przypowieść o pannach roztropnych i nierozsądnych, które czekają na pana młodego. Czy w tym roku wystarczy nam oliwy wytrwałości? Czy może moja lampa będzie jedynie dymiącym knotem?

Pierwsi chrześcijanie wstawali o północy na modlitwę, aby przychodzący powtórnie Pan Jezus zastał ich czuwających. A my co uczyniliśmy z oczekiwania – pyta Teilhard de Chardin – my chrześcijanie, którzy (…) nadal mówimy, że czuwamy w oczekiwaniu na Pana, lecz tak naprawdę musimy wyznać, że nie czekamy już na nic. Trzeba za wszelką cenę obudzić pierwotny zapał. Za wszelką cenę trzeba odnowić w sobie tęsknotę za Wielkim Dniem Przyjścia i nadzieję na nie. A Jezus przychodzi ciągle w Słowie i Chlebie, w Sakramentach, przez Znaki i ludzi. Moje życie utkane jest z oczekiwań. Czy jest wśród nich najważniejsze: czekanie na Boga?[1]

Co znaczy „czuwam”? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawić, przezwyciężyć je w sobie (…). Czuwam – to znaczy: dostrzegam drugiego (…). Czuwam – to znaczy miłość bliźniego…[1].

[1] JPII, VI ŚDM.

[1] Por. Pasierb, s. 26.

[1] J.S. Pasierb. Gałęzie i liście. Pelplin 1993 s. 24.

[2] Por. T. Dajczer. Rozważania o wierze. Częstochowa 1994 s. 176-177.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 2, 2014 w Codziennik