RSS

Archiwa miesięczne: Sierpień 2014

Której obraz widać w każdej polskiej chacie

DSCN3543Słowa Ewangelii według św. Jana. W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja”. Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Ci zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem, i nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli, przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie (J 2,1-11)

O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie

I w kościele i w sklepiku i w pysznej komnacie,

W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,

I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.

Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,

W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,

Która widzisz z nas każdego cudownymi oczami,

Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!

(Jan Lechoń)

Nigdym ja ciebie ludu nie rzuciła,

Nigdym ci mego nie odjęła lica,

Ja po dawnemu moc twoja i siła

Bogurodzica.

(M. Konopnicka)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Sierpień 26, 2014 w Codziennik

 

Bezpieczna łódź Kościoła

WP_000018Słowa Ewangelii według św. Mateusza. Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny.

Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.
Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. A On rzekł: „Przyjdź”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?”
Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14,22-33).

Ewangelia ukazuje nam jak dziwne i niespodziewane są koleje wiary człowieka. Jezus, który rozmnożył 5 chlebów i 2 ryby dla 5 tysięcy ludzi nie chciał, aby tłumy uwierzyły w Niego ze względu na ten niewątpliwy cud. Dlatego odprawił tłumy, apostołom kazał wsiąść do łodzi i odpłynąć, a sam usunął się „na górę i tam się modlił”. Możemy sobie wyobrazić o czym rozprawiali apostołowie w łodzi. Znowu doświadczyli cudu. Nie spodziewali się jednak, że jeszcze tej nocy doświadczą kolejnego.

Apostołowie zwykli ludźie, którzy zmagali się z przeciwnościami. Musieli walczyć z naturą aby dopłynąć do brzegu. Doznawali strachu na widok „zjawy”, która o czwartej straży, czyli nad ranem zbliżyła się do łodzi, krocząc po wodzie. Można powiedzieć, że strach ich zaślepił, do tego stopnia, że przecież dorośli mężczyźni, twardzi rybacy, krzyczą ze strachu. Dopiero słowa: Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się. Uspokajają ich. Jezus dał się poznać po słowach.

Piotr jednak, jakby niedowierzając i jakby wystawiając Jezusa, czy też z powodu swojej porywczości w działaniu woła: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie. I słyszy tylko jedno słowo: Przyjdź! Jedno słowo, które zawiesza prawa natury. Ale czyż ten, który przed paroma godzinami nakarmił pięcioma chlebami i dwoma rybami tysiące, nie ma takiej mocy? Dlatego Piotr w gorącości swego serca bez wahania wychodzi z łodzi i stawia kroki po wodzie.

Czyż nie jesteśmy czasami podobni do Piotra w naszej wierze? Zachodzi taka sytuacja czasami przy lekturze Pisma świętego, na modlitwie, podczas liturgii, gdy Bóg nas oświeca wewnętrznie i my w spontanicznym porywie wołamy w sercu do Pana: „Pozwól, bym mógł Cię naśladować, to pragnę czynić z całej mojej duszy”. I nawet wówczas nie zdajemy sobie sprawy, że angażujemy się w sprawy, które przekraczają nasze ludzkie możliwości. Przekonał się o tym również Piotr, który po chwili głębokiego zaufania do Jezus i wiary – zwątpił, zaczął kalkulować po ludzku.

Uwierzyć to zaryzykować i zdać się na Boga jak Piotr. Gdy zawierzył, zaufał Jezusowi dokonał rzeczy po ludzku niemożliwej – szedł po wodzie. Lecz jego ludzkie myślenie jakby zwyciężyło, po chwili uniesienia i zawierzenia zaczyna wątpić. W jego serce wkrada się strach. Strach przed nieznanym, niepojętym. Zwykły ludzki strach, którego wszyscy doświadczamy. Co pomyślą inni. Jak będzie moja przyszłość. Iluż to ludzi z powodu strachu wyrzekło się swoich ideałów, przekonań, wiary. Strach – przed nieznanym obniża poziom wiary – Piotr zaczyna tonąć, staje się wówczas bezradny.

Wiatr i fale (różne przeciwności) przysłoniły Chrystusa. Jeśli coś przysłania człowiekowi Boga, zaczyna on tonąć w otchłani grzechu.

Wtedy pozostaje tylko jedno możliwe wyjście, to które wskazuje Piotr w swej natychmiastowej reakcji – ratunkiem Jezus – Panie, ratuj mnie! Chwilowe zwątpienie mogło spowodować wielką tragedię. Jednak ratunkiem jest wyciągnięta dłoń Jezusa, jak mówi Ewangelista: Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go. Wołanie Piotra jest jego przyznaniem się, że zwątpił. Jesus natomiast ukazuje nam swoje wielkie miłosierdzie – zawsze wyciąga do tonącego człowieka rękę. Trzeba jedynie się jej uchwycić.

Wszyscy tutaj obecni idziemy za Jezusem, jak Piotr. Czasami jednak, tak jak pierwszy Apostoł, wątpimy. Pamiętajmy o tym, że Jezus wyciąga do nas swoją rękę. On może nas wyciągnąć nawet z największej toni grzechu i zwątpienia. Bo to jedynie Jezus jest źródłem siły. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.

Widząc te wielkie dzieła Boże wyznajmy w dniu dzisiejszym, za uczniami, którzy po wydarzeniach, których byli świadkami, upadli przed Jezusem, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Sierpień 10, 2014 w Codziennik

 

Książę wybrał ks. Bosko

ACzKrólewskie pochodzenie

August Czartoryski urodził się w Paryżu, na emigracji, 2 sierpnia 1858 roku. Jego rodzicami byli książę Władysław Czartoryski i księżna Maria Amparo, córka królowej Hiszpanii. W wyniku trudnej sytuacji politycznej w Polsce, książęca rodzina Czartoryskich musiała trzydzieści lat wcześniej udać się na emigrację do Francji.

Bez przywiązania do zaszczytów i honorów

Książę Władysław, będąc na emigracji, starał się przywrócić jedność w Polsce, która została utracona w wyniku Rozbiorów. W wieku zaledwie sześciu lat August stracił matkę. Jej miejsce zastąpiła Margaret d’Orléans. Była ona córką paryskiego hrabiego, ubiegającego się o tron we Francji.
Od najmłodszych lat August był postrzegany jako dobry, troskliwy chłopiec. Choć był bardzo przywiązany
do ukochanej Polski, nigdy jednak nie fascynował go dworski styl życia. Dzięki działaniu łaski Bożej w jego duszy, August miał dystans do ziemskich bogactw a przy tym wielkie przywiązanie do życia duchowego.

Kierownik duchowy

Między dziesiątym a siedemnastym rokiem życia studiował w Paryżu i w Krakowie. Niestety z powodów zdrowotnych zmuszony był do przerwania nauki i udania się na południe Europy, gdzie klimat był bardziej odpowiedni do jego kondycji. W tym czasie Boża Opatrzność postawiła na Augusta drodze Józefa Kalinowskiego, który roztropnie prowadził go nie tylko w sprawach nauki, ale przede wszystkim w sprawach duchowych. W późniejszym czasie Kalinowski wstąpił do Karmelu, a obecnie jest czczony jako Święty Kościoła Katolickiego.

Spotkanie z Księdzem Bosko

Józef Kalinowski mówił o swoim uczniu, że jest to chłopak o trwałym charakterze, dobroduszny, uprzejmy, szczery, inteligentny i bardzo religijny, ale o prostym sercu. W maju 1883 roku ksiądz Bosko przebywał
we Francji. Został wówczas zaproszony przez księżną Margaret d’Orléans do Hotelu Lambert. August służył mu do Mszy Świętej, po czym święty kapłan powiedział do niego: „Od jakiegoś czasu chciałem cię poznać!” Młody książę był zafascynowany tym spotkaniem. Przyczyniło się ono do tego, że August wielokrotnie udawał się do Turynu, bo zobaczyć się z księdzem Bosko. Nalegał, żeby został przyjęty do Zgromadzenia Salezjańskiego, jednak jego Założyciel nie był do tego przekonany. August, podczas wizyty u Ojca Świętego, wspomniał o swoim pragnieniu, po czym Papież Leon XIII poprosił księdza Bosko o przyjęcie księcia
w szeregi salezjańskie.

W nowicjacie z Andrzejem Beltrami

W lipcu 1887 roku August zrzekł się dóbr ziemskich oraz możliwości wstąpienia na tron i, pomimo sprzeciwu rodziny, wstąpił do nowicjatu. Miał wówczas 29 lat. Dzięki wielkiemu wysiłkowi w krótkim czasie przyswoił sobie ducha Oratorium, co również zaowocowało tym, że był postrzegany jako najpokorniejszy wśród nowicjuszy. Ksiądz Bosko osobiście, niemalże już na łożu śmierci, poświęcił jego sutannę. Rozpoczął studia filozoficzne, jednak po niedługim czasie zachorował na gruźlicę. W domu na Valsalice w Turynie spotkał się z Czcigodnym Sługą Bożym Andrzejem Beltrami. Oboje nawiązali ze sobą głęboką duchowa przyjaźń, podczas gdy Andrzej opiekował się Augustem w czasie jego choroby.

Niezadowolenie w rodzinie

W między czasie ks. Rua pozwolił mu kontynuować studia teologiczne oraz przyjąć święcenia. Rodzina Augusta postanowiła, że nie będzie obecna na uroczystości jego święceń kapłańskich, które przyjął w Saint Remo dnia 2 kwietnia 1892 roku. Starali się za wszelką cenę, aby August opuścił Zgromadzenie.

Choroba zbiera żniwo

Za wzorem księdza Bosko, August w pełni żył duchowością salezjańską, zwłaszcza duchem ofiarnym. Ofiarował swoje życie oraz wszelkie cierpienia w intencji młodzieży oraz Zgromadzenia. Ks. August Czartoryski zmarł 8 kwietnia 1893 roku w Alassio, w sobotę, w Oktawie Wielkanocnej. Przed śmiercią powiedział: „Jaka piękna jest ta Wielkanoc!” Zmarł w wieku 35 lat. 25 kwietnia 2004 Papież Jan Paweł II
z wielką radością zaliczył ks. Augusta w poczet błogosławionych. Jego doczesne szczątki spoczywają
w Przemyślu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Sierpień 2, 2014 w Codziennik

 

Nawet cud nie pomoże

?????????Słowa Ewangelii według św. Mateusza. Jezus, przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: „Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?” I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony”. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa (Mt 13,54-58).

Zazdrość, lekceważenie, pycha… Czy rzeczywiście tak trudno jest dostrzec dobro, prawdę i miłość? Jaki mur trzeba przebić, aby nie wątpić? Człowiekowi wydaje się, że wie wszystko i jest najmądrzejszy. Nie tylko autorytety, a tym bardziej JEDEN z nas, nie będą nas pouczać. Nie słuchamy, nie patrzymy, wiara nam niepotrzebna, bo i tak wiemy najlepiej i znamy odpowiedź. Dlaczego człowiek czeka cud zdrowia sięgając po truciznę?

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Sierpień 1, 2014 w Codziennik