RSS

Archiwa miesięczne: Lipiec 2014

Żyzna gleba

kopiec zbozeSłowa Ewangelii według św. Mateusza. Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: „Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha” (Mt 13,1-8).

Optymistycznie brzmią dzisiaj słowa proroka Izajasza: „Słowo które wychodzi z ust moich: nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem”. To mówi Pan: Podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swojego posłannictwa.

Bóg przez proroka zapewnia, że słowo Boże jest zawsze skuteczne. Jednak z tym stwierdzeniem kłóci się nasze doświadczenie. I może czasami dziwimy się i zżymamy, czynimy zarzuty, że słowa Ewangelii okazały się i okazują w ustach przepowiadających je niejako bezsilne. Przez dwa tysiące lat nie zdołał Kościół uszlachetnić ludzkości, która wciąż wikła się w konflikty i niesprawiedliwości.

Pytamy dlaczego? Dlaczego nie dzieje się tak, jak ukazuje Boże słowo, które jest Najwyższą Prawdą? Jezus w dzisiejszej Ewangelii przedstawia nam dlaczego nie są wcielane w życie ideały Dobrej Nowiny. Skutek wzrostu głoszonego słowa, które symbolizuje rzucone ziarno, zależy od gruntu na jaki pada! Może ono paść na drogę…, na miejsce skaliste…, między ciernie a wówczas chociaż będzie ziarnem – Słowem najprzedniejszym zostanie zmarnowane.

Trzeba nam sobie nieustannie uświadamiać, że proces wzrostu i wydania owoców jest bardzo długi, a do tego delikatny. Wystarczy nawet mała niedogodność a plon może zostać zmarnowany. Ile przez 2 tys. lat zasiano ziarna Bożego słowa na glebie ludzkich serc? Ilu było tych, którzy doświadczyli ze smutkiem, że głoszone przez nich słowo nie wydało owoców. Jednak to, że część zasianego ziarna Bożego słowa padło między ciernie, czy zostało spalone przez słońce, nie oznacza, że należy przestać siać. Co więcej należy tym bardziej zabiegać aby nie zabrakło tych, którzy obficie będą w dzisiejszych czasach to słowo zasiewać w ludzkich sercach, bo tylko ono jest w stanie przemienić pokrytą cierniami skałę ludzkich serc w żyzną glebę.

Nie można więc mieć pretensji do ziarna prawdy, nie można mieć pretensji nawet do siewcy tego ziarna, którym jest przecież faktycznie sam Chrystus. Można mieć pretensje jedynie do gruntu, na jaki ono pada, tzn. do sposobu w jaki to ziarno Bożego słowa jest przyjęte przez ludzi.

Jest w nas dużo dobrej woli i idee Ewangelii przez wieki wlewane w serca naszych ojców i dziadów, są nam bliskie. Jednak bardzo często świadomie lub nieświadomie przyjmujemy postawę która uniemożliwia rozwój i owocowanie tego słowa.

Chrystus w dzisiejszej Ewangelii wyróżnił trzy rodzaje złej gleby oraz ziemię dobrą, która przynosi bardziej lub mniej obfity owoc.

Ziarno na drodze – życie w zgiełku i pośpiechu, ziarno słowa nie zostaje dostrzeżone! Może gdyby na drodze leżał złoty pieniądz, ktoś pochyliłby się nad nim, ale nie ziarno… Ono wydaje się, że nie ma wartości, gdyż wygląda tak mizernie. Mało kto pomyśli, że przecież gdyby je podnieść , posiać w dobrej ziemi i pielęgnować, to za rok można zyskać kłos pełen ziaren a za 5 lat można by obsiać spory kawałek pola. Trzeba więc pochylić się nad ziarnem, zwolnić bieg życia. Wówczas dostrzeżemy, że ma ono większą wartość niż znaleziona na drodze złota moneta.

A przecież tak trudno dotrzeć z Ewangelią Chrystusową do większości ludzi bogatych, o sercach, pochłoniętych bez reszty zdobywaniem i pomnażaniem swojej fortuny. Często nie są oni skłonni myśleć o Bogu, gdyż żyją w przekonaniu, że pieniądz zapewni im wszystkie potrzeby, otworzy wszystkie drzwi. Czy jednak wystarczy to aby otworzyć bramy nieba? Czy z równym zapałem nie powinni zbierać ziarna Bożego słowa aby gromadzić sobie skarby w niebie?

Ziarno na skale – Wędrując po górach można dostrzec skałę na szczycie której wyrosło drzewo. Jakże musiało cierpliwie i konsekwentnie zapuszczać korzenie w skalne szczeliny, aby wiatr i deszcz nie zniszczyły go. My często zniechęcamy się zbyt szybko. Trudności jakie napotykamy starając się żyć Ewangelią nas zniechęcają.

Ziarno Bożej nauki trafia także na glebę skalistą, na której prędko kiełkuje, ale też i prędko usycha. Taką glebą są ludzie niestali, chwiejni, którzy owszem, Słowa Bożego słuchają chętnie ale jest to zapał słomiany, który szybko gaśnie, bo inne sprawy stają się „ważniejsze”. Czy czasami właśnie w nas Polakach (i nie tylko) nie ma takiego słomianego zapału? Ileż to razy zapalaliśmy się jako naród ogniem miłości i gorliwości w chwilach podniosłych i trudnych. Ale tylko na chwilę, na jakiś czas, a potem zapał osłabł.

Potwierdza to chociażby przykład z historii najnowszej; gdy fale strajków zalewały Ojczyznę – trzeba było odprawiać Msze święte w halach fabrycznych, uczelniach i stoczniach, ludzie o to sami prosili i tłumnie w nich uczestniczyli. Przyszła wolność – i ustała pobożność wielu. I tak wzrasta pobożność człowieka na jakiś czas, na chwilę, gdy poczuje zagrożenie: gdy burza, epidemia, choroba czy gdy zaglądnie w oczy śmierć.

Ziarno w cierniach – Troszczymy się często o wiele spraw, nie mamy na nic czasu, liczymy na własne siły, zabiegamy o to aby mieć więcej, lepiej żyć i nie mamy czasu dla Pana Boga. Bo tyle trzeba jeszcze zrobić. I nie mam czasu na modlitwę rano, bo się spieszę, a wieczorem, bo jestem taki zmęczony. I uspakajamy swoje sumienie, że to co robimy jest tak ważne i potrzebne aby żyć na poziomie. Nie zauważa człowiek, że powoli, jego życie religijne jest zagłuszane przez troski dnia codziennego i coraz bardziej staje się poganinem. A wystarczy wspomnieć słowa Jezusa: „Marto, Marto troszczysz się i niepokoisz o wiele a potrzeba mało albo tylko jednego” – Któż z was, przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?

Nic nie może zagłuszyć tego co jest w naszym życiu najważniejsze – ZBAWIENIA! Aby ziarno wydało plon musi paść na serce, które jak stwierdza krótko św. Jan Paweł II pragnie: Bardziej BYĆ niż MIEĆ.

Bóg sieje obficie. Od nas jednak zależy, czy zasiew Jego słowa wyda w nas owoce. Aby to mogło nastąpić trzeba wpierw: 1) słuchać – znaleźć czas dla Boga; 2) starać się zrozumieć – tzn. pogłębiać wiedzę religijną.

Wtedy odkryjemy moc i piękno Ewangelii, która wraz z Bożą łaską będzie przenikała nasze życie, które wyda dobre owoce. Przejmijmy się dziś tym co mówi do nas Bóg, bo jeśli mówi, jeśli coś nam chce przekazać, oznacza to, że czyni to dla naszego dobra, zatroskany o nasz los.

Przejmijmy się tym do głębi jak uczynił to XII-wieczny patriarcha Kościoła ormiańskiego Nerses Sznorhali, który się modlił: „Stwardniałem jak skała, stałem się podobny do drogi, ciernie świata mnie zdławiły i uczyniły dusza moją bezowocną. Ale Ty, Panie, siewco dobra, spraw by wzrastało we mnie ziarno Słowa, abym przyniósł owoc, jeden z trzech: stokrotny, sześćdziesięciokrotny lub trzydziesto krotny”.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Lipiec 13, 2014 w Codziennik

 

Dotknąć Pana

dominik savio - peregrynacjaSłowa Ewangelii według św. Mateusza. Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i oddając pokłon, prosił: „Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie”. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim.

Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: „Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła”. I od tej chwili kobieta była zdrowa.
Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: „Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi”. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy (Mt 9,18-26).
Zdobyć się na wysiłek, aby dotknąć Pana. Może znienacka, z za filara, niezauważalnie. A może to na prośbę innych sam Pan przyjdzie do mnie, „ujmie za rękę” i pomoże wstać. Jedna i druga droga jest dobra. Ważne, aby dotknąć Pana!
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Lipiec 7, 2014 w Codziennik